Serwis poświęcony elitom politycznym w Polsce po 1989 roku (Okrągły Stół)
Bogdan Wałęsa
Bogdan Wałęsa
Bogdan Wałęsa

Urodzony w 1970 r w Gdańsku. To on pie­r­wszy opuścił dom rodziców. Znalazł miłość, gdy był jeszcze nastolatkiem. Ale miłość nie przetrwała. Jego pierwsze małżeństwo roz­pa­dło się. Z tego związku narodziło się jedno dziecko. To pierwsza wnuczka Lecha i Danuty Wałęsów – Weronika. Bogdan ożenił się po raz drugi. Ma z tego związku syna Marcina. Mieszka w Trójmieście niedaleko rodziców.

Razem z mamą Danutą odbierał w w 1983 r. w Oslo Pokojową Nagrodę Nobla.

Po maturze najpierw próbował studiować ekonomię, ale zrezygnował. Poszedł do wojska (tata był wtedy prezydentem), a pod koniec 1993 roku trafił do pracy w UOP, (tata pomógł) studiując zaocznie w Wyższej Szkole Policji w Szczytnie. Pierwsze małżeństwo (ze szkolnym pedagogiem Ag­nie­sz­ką) nie utrzymało się. Ponownie się ożenił. Tym razem z koleżanką z pra­cy, czyli z Urzędu Ochrony Państwa, potem przekształconego w ABW. Oboje nadal tam pracują. Mają dzieci z poprzednich związków i jedno wspólne - syna.

Warto przypomnieć wywiad, jakiego udzielił 20 lat temu Bogdan Wałęsa, najstarszy syn polskiego noblisty. On także, w wydawanym w PRL piśmie dla młodzieży „Na przełaj”, bronił na swój sposób postawy swojego Ojca. Fragmenty tego wywiadu opublikowało w drugim obiegu, pismo „Szaniec”, za którym cyt.:

  • A rok 1981? Jego zakończenie było klęską Ojca.
  • To było przykręcanie śruby z obu stron. Robotnicy w pewnym momencie chcieli za dużo i to musiało się tak skończyć.
  • Za dużo, czego?
  • Chcieli więcej pieniędzy niż była warta ich praca i nie umieli opanować anarchii. Wydaje mi się, że w pewnym momencie Ojciec stracił kontrolę nad tym wszystkim. Tylko czy był ktoś, kto mógłby to kontrolować? Z tego, co wiem, z tego, co mówią nasi znajomi, cały ruch posunął się wtedy za daleko. To nie była skuteczna droga, jeśli nie chciało się niepotrzebnych ofiar.
  • Co stanowiło granicę?
  • Żądania. Nie można było zaspokoić wszystkich żądań na raz. I ekonomicznych i politycznych. Byli tacy, którzy chcieli osiągnąć wszystko od razu, nie dając w zamian nic.
  • Mówiłeś o utracie kontroli. Ta wątpliwość podnoszona jest i dzisiaj. Nikt nie chce wisieć na drzewach, zamiast liści.
  • Są tacy ludzie, którzy chcą szybkich, całościowych przemian. Oni podburzają tych, którym ciężko się żyje i pragną jakiejś odmiany. Ojciec spotkał w stoczni ludzi, którzy mówili, że nie posłuchają go, nie przerwą strajku. Rozmawiał z nimi, powiedział: słuchajcie teraz musimy przerwać, bo nic więcej nie zwojujemy, będzie tylko rosnąć zmęczenie i niechęć. A jak nic się nie zmieni, to pójdziemy dalej. Trzeba zachować siły na później. Nie ma, co liczyć na to, że ktokolwiek w tym kraju może strzelić palcami i już wszystko będzie, złote życie. Co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości. Ale jeśli nie podejmie się dzisiaj radykalnych decyzji, to każda zwłoka, każde odwlekanie, będzie nas pogrążało, aż zabrniemy w sytuację już naprawdę bez wyjścia.
  • Nie wszyscy tak myślą. Są ludzie, którzy byli kiedyś związani blisko z twoim ojcem a dziś występują przeciwko niemu. Zarzucając mu na przykład sprzeniewierzenie pieniędzy z Nagrody Nobla.
  • Pamiętam, jeszcze przed rokiem 1980, chodziliśmy do Kościoła Mariackiego w Gdańsku na takie spotkania, modlitwy za aresztowanych. Ci wszyscy, którzy się tam spotykali, próbowali zorganizować coś, co spowodowałoby, że będzie lepiej. I gdy ojciec się wybił, stał się tym, kim jest dzisiaj, oni cały czas chcieli tego samego – też przewodzić, też mówić, co jest dobre, a co złe (...).
  • I jak to oceniasz?
  • Sądzę, że to nic nie zmienia. Oni na szczęście nie mają większego wpływu. To jest posunięcie anarchistyczne przeciwko temu, co się teraz dzieje i co może przynieść zmiany na lepsze. Będą patrzeć, co Ojciec robi i jeśli nie będzie szło po ich myśli, znowu zaczną podgryzać. Ale mam nadzieję, że on sobie z tym poradzi (...).

za: „Szaniec”, pismo młodzieży Polskiej Partii Niepodległościowej, nr 1 z kwietnia 1989.

Według informacji, jaką podało „Na Przełaj” wywiad został sprawdzony i za­ak­cep­to­wa­ny przez „jednego ze współpracowników Ojca”. Uderzają jednak prezentowane przez Bogdana Wałęsę tezy nt. oceny wprowadzenia stanu wojennego w Polsce czy ocena samych robotników i działaczy So­li­dar­no­ści. Przecież, 19-letni wówczas syn Lecha Wałęsy, swoją ocenę musiał wynieść z domu rodzinnego i nie sposób pozbyć się wrażenia, że była one powielaniem schematu propagandowego lansowanego wtedy przez ko­mu­ni­s­tów.

Dlatego, po raz kolejny warto zadac sobie pytanie, jak to naprawdę było z tym Lechem Wałęsą i jego wkładem w odzyskanie przez Polskę nie­po­d­le­gło­ści?