Serwis poświęcony elitom politycznym w Polsce po 1989 roku (Okrągły Stół)
Grzegorz Hajdarowicz
Grzegorz Hajdarowicz

Grzegorz Marek Hajdarowicz (ur. 27 października 1965 roku) – przedsiębiorca, producent fil­mo­wy, wydawca, działacz tzw. opozycji niepodległościowej w czasach PRL, konsul honorowy Federacyjnej Republiki Brazylii w Małopolsce i na Śląsku.

Posiada wykształcenie wyższe politologiczne, absolwent UJ. Po 13 grudnia 1981 roku aktywnie działał w konspiracji szkolnej, potem w KPN. Na przełomie lat 80. i 90. XX w. pracował jako dziennikarz i zastępca redaktora naczelnego polskiego tygodnika wydawanego w Nowym Jorku oraz dziennika wydawanego w Krakowie. Na początku lat 90. XX w. był radnym Krakowa z listy KPN.

Od opozycjonisty do biznesmena

Ta historia zaczęła się 30 lat temu w Krakowie od przyjaźni trzech studentów Uniwersytetu Jagiellońskiego: Pawła Grasia, Grzegorza Hajdarowicza i Andrzeja Długosza.

Hajdarowicz i Długosz działają w KPN, Graś jest związany z ruchem Wolność i Pokój oraz NZS. To właśnie z tego środowiska wyjdą twórcy „nowych” służb specjalnych – Konstanty Miodowicz, Wojciech Brochwicz, Bartłomiej Sienkiewicz. Wtedy zrodziła się u Grasia fascynacja tajnymi służbami, która pozostała mu do dziś.

Przełom 1989/1990 to czas, gdy dawni opozycjoniści, którzy dogadali się z komunistami, wchodzą w politykę lub biznes. Albo w jedno i drugie, jak Graś i Hajdarowicz, który wcześniej był skarbnikiem KPN. Graś zostaje jednym z szefów polsko-niemieckiej firmy Pro-Holding. Grzegorz Hajdarowicz w 1991 r. zostaje radnym KPN, handluje też m.in. antyrakowymi preparatami Tołpy. Jak wspominają krakowscy znajomi, do biznesu wprowadzili go należący do setki najbogatszych Polaków Henryk Kuśnierz i Andrzej Gocman. Obaj związani byli z Kongresem Liberalno-Demokratycznym, protoplastą PO.

W 1991 r. Hajdarowicz założył spółkę Grupa Gremi. Dorobił się hurtowym handlu lekami. W 1995 r. trafił na listę najbogatszych Polaków z majątkiem ok. 10 mln nowych złotych. Kupował też upadające przedsiębiorstwa państwowe, które po restrukturyzacji odsprzedawał z zyskiem. Grupa Gremi kontroluje m.in. Narodowy Fundusz Inwestycyjny SA Jupiter, KCI SA, Dragmor sp. z o.o., ma w Brazylii tereny inwestycyjne i plaże.

Stworzyła także własne wydawnictwo i wydaje miesięcznik „Sukces”, tytuł kupiony wcześniej od biznesmena Zbigniewa Jakubasa. A także tygodnik „Przekrój”, przejęty od „Edipresse”.

Biznesowy wspólnik z komunistycznej WSI

Biznesowym współpracownikiem Hajdarowicza został Kazimierz Mochol, były prezes zarządu giełdowej spółki KCI SA, w której przewodniczącym rady nadzorczej jest Hajdarowicz.

Mochol jest byłym żołnierzem WSI, według oficjalnego życiorysu w wojsku służył od 1981 r. Był bliskim współpracownikiem Tadeusza Rusaka, byłego szefa WSI. W latach 1998–2001 piastował funkcję jego zastępcy w WSI, odpowiedzialnym za kontrwywiad.

W Raporcie z weryfikacji WSI Antoniego Macierewicza został on wymieniony wśród oficerów odpowiedzialnych za nieprawidłowości w działalności WSI w kontekście afery fundacji „Pro Civili” na Wojskowej Akademii Technicznej: „Na szczególną uwagę zasługuje ujawniony fakt obecności w przestępczym procederze wielu cudzoziemców, a w szczególności obywateli krajów b. ZSRS, co stwarzało olbrzymie zagrożenie całkowitej przezroczystości WAT jako uczelni wojskowej. Sytuacja była o tyle niepokojąca, że zawierane z WAT umowy często dawały kontrahentom możliwość dostępu do informacji stanowiących tajemnicę państwową i służbową. W szczególności dotyczyło to informacji związanych z finansowaniem prowadzonych przez WAT prac badawczych i wdrożeniowych na potrzeby Sił Zbrojnych RP”.

Z kolei Romuald Szeremietiew mówił o Mocholu jako odpowiedzialnym w 2001 r. za działania związane z usunięciem go z funkcji wiceszefa MON i zatrzymaniem Zbigniewa Farmusa.

Tymczasem ówczesny szef MON Bronisław Komorowski wystąpił z wnioskiem do prezydenta Kwaśniewskiego o awansowanie Mochola na stanowisko generała brygady. Jednak po wyborach i przejęciu WSI przez Marka Dukaczewskiego odszedł on z WSI. Jak ujawnił we „Wprost” dziennikarz Maciej Gawlikowski, Hajdarowicz był na liście osób, które miały w 2009 r. zostać odznaczone przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Kawalerskim Polonia Restituta. Nagle z tej listy zniknął. Jak ustaliliśmy, poszło o związki Hajdarowicza z ludźmi WSI.

Tymczasem Paweł Graś, zafascynowany służbami specjalnymi, razem z Petelickim i Brochwiczem zasiadał w radzie Fundacji Byłych Żołnierzy GROM. Ze służbami związane były jego kolejne sejmowe funkcje. Był członkiem komisji nadzwyczajnej ds. rządowego projektu ustawy o ABW i Agencji Wywiadu, wiceprzewodniczącym komisji nadzwyczajnej do rozpatrzenia projektów ustaw o Służbie Kontrwywiadu Wojskowego i Służbie Wywiadu Wojskowego. Od 26 czerwca 2007 r. był przewodniczącym Komisji ds. Służb Specjalnych.

Trzeci z trójki dawnych opozycjonistów – Andrzej Długosz – działał w Unii Wolności i KLD. Potem został wpływowym lobbystą i właścicielem znanej agencji PR Cross Media.

Po aresztowaniu w 2005 r. nie wycofał się z prowadzenia działalności. W 2009 r. media informowały o jego wspólnych interesach z Andrzejem Wyrobcem, skarbnikiem PO. „Zawodowo obu panów łączy Agencja Reklamowa Wenecja. Właścicielką firmy jest żona skarbnika Platformy, sam Andrzej Wyrobiec jest tam zatrudniony. Długosz posiada 50 udziałów Wenecji” – pisał „Newsweek”. „Rz” ujawniła w marcu 2010 r., że z usług Długosza korzystali politycy PO z Lublina.

Grzegorz Hajdarowicz kupno udziałów w spółce wydającej „Rz”, należących do brytyjskiego koncernu Mecom, wynegocjował 30 czerwca 2011 r. Skąd wziął na to pieniądze? 20 mln zł pożyczył mu fundusz Jupiter NFI, w którym był przewodniczącym rady nadzorczej. Pożyczkę miał spłacić do 30 czerwca 2011 r., ale tego nie zrobił. Obecnie termin przesunięto mu na czerwiec 2013r

Pozostałe ok. 60 mln zł pożyczył w Getin Banku, kontrolowanym przez biznesmena Leszka Czarneckiego. Ten biznesmen pomógł mu w zakupie pisma, które ujawniło, że według dokumentów IPN Czarnecki był zarejestrowany jako tajny współpracownik SB.

Pozostałe 49 proc. udziałów kupił w październiku 2011 r. od skarbu pań­stwa. Na raty. Ma je spłacać do 2017 r.

Po wysłaniu do drukarni publikacji „Rz” o trotylu rozpoczęła się seria zdarzeń. W nocy o godz. 1.30 Graś spotkał się Hajdarowiczem. Po ukazaniu się „Rz” Jarosław Kaczyński nazwał katastrofę smoleńska zbrodnią. A popołudniu, po konferencji prokuratury, „Rz” wydała oświadczenie odcinające się od własnego tekstu, ośmieszając Jarosława Kaczyńskiego. Wyrzucono też Cezarego Gmyza i trójkę innych dziennikarzy „Rz” na czele z redaktorem naczelnym Tomaszem Wróblewskim.

Jak pisze „Wprost”, „w sprzątaniu »po trotylu« pomagał Hajdarowiczowi jego znajomy Andrzej Długosz. Doradzał, podsuwał pomysły wyjścia z kłopotu”.

Jak gorące muszą być rozgrywki w obozie władzy, wskazuje fakt, że portal Gazeta.pl napisał przy tej okazji: „korzystając z afery trotylowej, wydawca Hajdarowicz pozbył się z redakcji także osób, które nie miały z nią wiele wspólnego, ale w swoich tekstach wielokrotnie krytykowały rząd, a ostatnio – głównie MSZ. Zostawił zaś jako p.o. naczelnego Andrzeja Talagę, który pracował nad tekstem o trotylu, ale – jak twierdzą dziennikarze »Rz« – nigdy nie publikował nic krytycznego o MSZ. No i jest znajomym ministra Sikorskiego”.

Po „Rz” przyszła kolej na „Uważam Rze”, gdzie z funkcji redaktora naczelnego odwołano Pawła Lisickiego. W proteście przeciw temu odeszli z tygodnika wszyscy czołowi publicyści.

Lisickiego zastąpił Jan Piński, kolega Romana Giertycha, który zaprzyjaźniony jest z szefem MSZ Radosławem Sikorskim. Operacja usuwania z mediów Presspubliki dziennikarzy niebezpiecznych dla PO została domknięta.

Posiada zabytkowy dworek we wsi Karniowice pod Krakowem.