Serwis poświęcony elitom politycznym w Polsce po 1989 roku (Okrągły Stół)
Afera SLD

Największa polska partia postkomunistyczna w sensie osobowym – jej liderzy i założyciele byli wieloletnimi, lojalnymi członkami PZPR. Po rozwiązaniu PZPR na jej ostatnim zjeździe (w nocy z 28 na 29 stycznia 1990 roku) aparat partyjny zadecydował o dalszej obecności politycznej w nowych formach organizacyjnych. Największą z nowopowstałych organizacji była Socjaldemokracja Rzeczpospolitej Polskiej, która przejęła pełny zakres praw i obowiązków PZPR. Komunistyczna Partia Związku Radzieckiego wsparła aktywnie proces tworzenia partii post-komunistycznej udzielając na ten cel pożyczki w wysokości 1.000.000 dolarów. Pożyczka została wypłacona na ręce Leszka Millera, jednego z liderów nowego ugrupowania, przy złamaniu obowiązującego wówczas prawa dewizowego. Konsekwencją przejęcia zobowiązań i praw PZPR wiązało się przejęcie majątku tej ostatniej. 70% dochodów PZPR stanowiły dochody z nieruchomości (w liczbie około 3000) oraz dochody z przedsiębiorstw, którymi zarządzała. Jednym z największych, i obdarzonych przywilejami podatkowymi, było RSW „Prasa-Książka-Ruch”. 9 listopada Sejm RP uchwalił „Ustawę o przejęciu majątku byłej PZPR”, której celem było przejęcie nieruchomości przez Skarb Państwa (ustawa nie obejmowała majątku ruchomego i kont byłej PZPR).

Modelowym przykładem procesu przejmowania majątku państwowego przez nomenklaturę była działalność spółki PHU „Transakcja”. Założona tuż przed „zmianą systemu” w lipcu roku 1988 przez RSW „Prasa-Książka-Ruch” i Akademię Nauk Społecznych przy KC PZPR, otrzymała wielokrotne wsparcie finansowe od Komitetu Centralnego. Po rozwiązaniu PZPR, jej udziały przejęła SdRP i z jej ramienia kontrolę majątku wykonywali jej czołowi politycy: Leszek Miller, Wiesław Huszcza, Marek Siwiec i Jerzy Szmajdziński. Transakcja powołała do życia dużą ilość spółek córek (przy Komitetach Wojewódzkich PZPR), stając się de facto holdingiem, i prowadziła szeroko zakrojone działania handlowe, opierając się na kontaktach z dyrektorami tzw. jednostek gospodarki uspołecznionej. Obok działalności handlowej. „PHU „Transakcja” zajmowała się również inwestycjami kapitałowymi i tworzeniem struktur ubezpieczeniowych i ban­ko­wych. Była założycielem Banku Inicjatyw Gospodarczych SA, TuiR Polisa SA oraz Muza SA.

„Rozwój” spółki przerwał likwidator mienia byłej PZPR unieważniając wszelkie uchwały od dnia wejścia w życie „Ustawy o przejęciu majątku byłej PZPR”. Przed zawieszeniem działalności „Transakcja” sprzedała spółce „Universal” akcje Banku Inicjatyw Gospodarczych, których była wła­ści­cielem.

Większość spółek założonych przez PZPR, a następnie przejętych przez SdRP w chwili wejścia w życie ustawy przejmującej majątek byłej PZPR już nie istniały, częste zmiany własnościowe i organizacyjne utrudniały do­cho­dze­nia, dokumenty wielu spółek zaginęły (na przykład PPU „Transakcji”).

O pochodzeniu kapitału świadczył najczęściej skład rad nadzorczych nowo powstałych instytucji, z nadreprezentacją byłych komunistycznych członków aparatu przemocy. Zgodnie ze sprawozdaniem z likwidacji majątku byłej PZPR „kapitał partyjny znalazł się w kilku bankach (BIG BANK) oraz w wielu spółkach (BILLA). [...] W zdecydowanej większości majątek tych spółek nie został przejęty przez Skarb Państwa”.

Przejmowanie nieruchomości szło opornie; część została przejęta przez samorządy terytorialne, o przejęcie części toczyły się procesy nawet do roku 2000. Majątek ruchomy i środki finansowe rozpłynęły się w procesie zwanym „uwłaszczeniem nomenklatury”, a więc transferem środków do nowo powstających spółek prywatnych. Sprawozdanie z działalności Ko­mi­sji Likwidacyjnej Majątku PZPR wskazuje na mechanizmy, dzięki którym organy administracji rządowej ułatwiały wyprowadzanie majątku na rzecz SdRP. Przed zakończeniem prac komisji minister w rządzie Tadeusza Mazowieckiego, Jacek Ambroziak, zwrócił się teleksem do wszystkich wo­je­wo­dów oraz prezydentów Łodzi i Krakowa informując, że obiekty wy­bu­do­wa­ne przez PZPR na jej gruntach stają się własnością SdRP, a wszystkie wybudowane na gruntach skarbu państwa przechodzą na rzecz Skarbu Państwa. Była to konsekwencja stanowiska wyrażonego przez Ambroziaka wcześniej, że utrudnianie zbywania majątku i zamiana na ka­pi­tał jest utrudnianiem działalności legalnie działającej partii politycznej.

Decyzje Ambroziaka stały się podstawą dla terenowych działaczy SdRP do przejmowania i zbywania majątku należącego uprzednio do PZPR.

SdRP wsparł swoimi działaniami ówczesny prezydent Wojciech Ja­ru­zel­ski, który nie podpisał „Ustawy o przejęciu majątku byłej PZPR” i skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego. Wobec wycofania wniosku przez prezydenta Lacha Wałęsę, wniosek nie był rozpatrywany, pojawił się natomiast nowy, sygnowany przez 54 posłów z Parlamentarnego Klubu Lewicy Demokratycznej. 25 lutego 1992 roku Trybunał potwierdził zgo­d­ność ustawy z Konstytucją ograniczając jednak czas dochodzenia roszczeń przez osoby trzecie. Pomimo orzeczenia Trybunału członkowie SdRP zys­ka­li blisko dwa lata na skuteczne wyprowadzanie majątku.

W lipcu 1994 roku posłowie SLD wnieśli nowelizację do „Ustawy o prze­ję­ciu majątku byłej PZPR”, która w deklaracjach miała uwzględnić orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego z roku 1992. W rzeczywistości nowelizacja, obok uw­zglę­dnie­nia orzeczenia Trybunału miała na celu umocnienie po­zy­cji SdRP w toczonych sporach sądowych poprzez przyjęcie domniemania, że większość majątku PZPR pochodziła ze składek partyjnych oraz uw­zglę­dnia­ła nabycie praw przez SdRP, jeśli SdRP „użytkowała” poszczególne składniki majątku. Ustawę przyjęto bez dyskusji. Została ona zawetowana przez prezydenta Lecha Wałęsę i trafiła do Komisji Ustawodawczej, która jednak nie zdążyła sprawy rozpatrzeć przed wyborami prezydenckimi w roku 1995.

W roku 1996 ustawę podpisał związany z SLD prezydent Aleksander Kwaśniewski, a ostatecznie stan korzystny dla SdRP usankcjonował Trybunał Konstytucyjny uznając ustawę w znowelizowanym brzmieniu za zgodną z Konstytucją.

„Pogrobowe życie” majątku PZPR obfitowało w zadziwiające sytuacje, jak ta z lipca 1996 roku, kiedy to prokurator generalny Stefan Snieżko uznał, że „zadłużenie partii i ukrywanie przez nią majątku nie narusza przepisów konstytucyjnych”, lub ta związana z unieważnieniem pełnomocnictwa szczególnie aktywnego likwidatora z Gdańska – Marka Biernackiego przez wojewodę gdańskiego Henryka Wojciechowskiego (byłego pracownika ZSMP i TPPR).

Dodatkową pomocą w mataczeniu stał się założony 9 lipca 1991 roku, z inicjatywy Aleksandra Kwaśniewskiego, Sojusz Lewicy De­mo­kra­ty­cz­nej, którego SdRP było jednym z członków. Przejmowanie składników majątku przez Sojusz częstokroć uniemożliwiało dochodzenie roszczeń.

Dosyć precyzyjne wyliczenie problemów, na które napotkało państwo polskie przy okazji próby odzyskania majątku narodowego zawłaszczonego przez partię komunistyczną można odnaleźć studiując Sprawozdanie z li­kwi­da­cji majątku byłej Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej:

„Przykładem niech będzie spółka z ograniczoną odpowiedzialnością MESA. Założona w grudniu 1989 roku przez Komitet Wojewódzki, pro­wa­dzi­ła działalność hotelową w części budynku KW. Działalność tę wraz z całym majątkiem MESY przejęła, założona przez SdRP spółka BONA. Spółka ta rościła sobie prawo do reprezentacyjnej nieruchomości w centrum miasta. Majątek Spółki, według wyliczeń samych funkcjonariuszy SdRP wynosił w początkach roku 1991 ponad miliard starych złotych. Spółka ta została sprzedana przez niejakiego Wiesława Pawlika – działającego na pod­sta­wie pełnomocnictwa Leszka Millera – osobie fizycznej (zamieszanej w prze­myt i paserstwo kradzionych w Niemczech samochodów) za 220.000 starych złotych, a więc za kwotę pięciokrotnie niższą od jej rzeczywistej wartości. Spółka ta stała się własnością fundacji, której prezesem jest znany biznesmen i menedżer, ksiądz Zbigniew Bryk.” (strona internetowa MSWiA).

Sojusz Lewicy Demokratycznej powstał z inicjatywy Aleksandra Kwa­śnie­wskie­go (zarej. TW „Alek”) i Włodzimierza Cimoszewicza (zarej. KO „Carex”) na spotkaniu „organizacji młodzieżowych”. 16 lipca 1991. Do porozumienia przystąpiły: Polska Partia Socjalistyczna, SdRP, OPZ, ZSMP, Demokratyczna Unia Kobiet, Komitet Obrony Bezrobotnych i or­ga­ni­za­cje lokalne.

W wyniku wyborów parlamentarnych w 1991 roku partia zdobyła 11,98% głosów (60 na 460 mandatów) poparcia, uzyskując drugi po Unii De­mo­kra­ty­cz­nej wynik wyborczy.

W wyborach parlamentarnych w roku 1993 SLD uzyskało już 20,4% głosów (171 mandatów) powracając do władzy poprzez zawarcie koalicji z Polskim Stronnictwem Ludowym (15,2 pros. i 132 mandaty). Pierwszym pre­mie­rem koalicji SLD-PSL został Waldemar Pawlak. Przed wyborami pre­zy­den­cki­mi w roku 1995 partie zrzeszone w SLD poparły kandydaturę Ale­k­san­dra Kwaśniewskiego.

W 1997 roku, w wyniku zmiany umowy koalicyjnej premierem został Józef Oleksy (zarej. TW „Piotr”), który zrezygnował 26 stycznia 1996 roku na skutek wysuniętych przeciw niemu przez ministra własnego rządu – Andrzeja Milczanowskiego, oskarżenia o szpiegostwo na rzecz Rosji.

W fotelu premiera Oleksego zastąpił Włodzimierz Cimoszewicz, który pełnił funkcję do października 1997.

Po wejściu w życie nowej Konstytucji, która odebrała organizacjom społecznym prawo zgłaszania kandydatów na posłów i senatorów SLD przekształciło się w partię polityczną, wchłaniając większość swoich byłych członków (PPS, RLP, „Proletariat” odmówiło przystąpienia).

W wyborach 1997 roku SLD zdobyło 27,13 proc. głosów, co dało 164 mandaty i pozostało w opozycji.

W wyborach parlamentarnych w 2001 roku SLD zawiązał koalicję wyborczą z Unią Pracy i uzyskał wynik 41%. W nowo powołanym sejmie SLD zawiązał koalicję wyborczą z Unią Pracy i PSL-em (9 %), a na czele rządu stanął Leszek Miller. Ten rząd ukończył negocjacje akcesyjne z Unią Europejską na szczycie w Kopenhadze 13 grudnia 2002 roku. W czasie rządów Millera doszło do wzrostu gospodarczego kosztem wzrostu zadłużenia państwa i pogłębienia deficytu w handlu zagranicznym.

Rząd Leszka Millera zerwał prowadzone przez rząd jego poprzednika – Jerzego Buzka, negocjacje w sprawie dostaw gazu norweskiego do Polski, co przyczyniło się do pogłębienia polskiej zależności od gazu rosyjskiego, uderzyło w wiarygodność Polski na arenie międzynarodowej i na lata pogrzebało plany dywersyfikacji dostaw surowców. 1 marca 2003 roku Leszek wykluczy PSL z koalicji rządowej. Od tej chwili rząd miał cha­ra­k­ter mniejszościowy.

W 2004 roku Leszka Millera zastąpił na stanowisku Marek Belka (zarej. KO „Belch”). Również w 2004 roku, na konwencji zmieniono prezydium SLD. Nowym przewodniczącym został Krzysztof Janik. Narastające konflikty w łonie partii doprowadziły do podziału. 26 marca 2004 roku grupa działaczy z marszałkiem Sejmu Markiem Borowskim na czele założyła nową partię po nazwą Socjaldemokracja Polska (SDPL), kilku posłów przeszło z SLD do nowo utworzonej Partii Demokratycznej (była UW). 21 maja 2005 roku całe kierownictwo partii podało się do dymisji, a kon­wen­cja zastąpiła je nowym, na czele z ministrem rolnictwa w rządzie Belki Wojciechem Olejniczakiem jako przewodniczącym. (zalegalizował ubój rytualny zwierząt w Polsce)

W wyborach parlamentarnych przeprowadzonych 25 września 2005 roku Sojusz Lewicy Demokratycznej zdobył 55 mandatów. Przed wyborami samorządowymi w 2006 roku wszedł w koalicję z UP, PD i SDPL tworząc wyborczą koalicję Lewica i Demokraci. Tę współpracę kontynuowano po wyborach. A sam Olejniczak zastał jednym z przewodniczących Komitetu Porozumiewawczego koalicji.

W marcu 2007 roku z SLD odszedł jej były przewodniczący Józef Oleksy, a stało się to po ujawnieniu przez „Dziennik” „taśm Oleksego” – zapisu rozmów polityka z biznesmenem Aleksandrem Gudzowatym. We wrześniu tego roku partię opuścił kolejny przewodniczący – Leszek Miller.

Po wyborach roku 2007 posłowie SLD stanowili większość w klubie poselskim LiD (40 z 53 wszystkich, którzy zdobyli mandat). W marcu 2008 roku zakończyła się współpraca czterech partii wchodzących w skład LiD i posłowie PD a następnie SDPL opuścili klub. 22 kwietnia 2008 roku powstał w Sejmie klub poselski o nazwie „Lewica”.

31 maja 2008 nowym przewodniczącym Sojuszu lewicy Demokratycznej został Grzegorz Napieralski. Na początku roku 2010 do SLD powrócili Leszek Miller oraz Józef Oleksy. 10 kwietnia 2010 roku pod Smoleńskiem zginął Jerzy Szmajdziński, prominentny polityk Sojuszu, wicemarszałek Sejmu i były minister obrony narodowej.

Przez wielu krytyków polska postkomunistyczna lewica jest oskarżana o nepotyzm i korupcję, jej członkowie byli bohaterami wielu głośnych afer gospodarczych.

Lewica sprawowała w Polsce władzę dwukrotnie i w ciągu obydwu ka­den­cji jej rządów Polska była wstrząsana aferami gospodarczymi i po­li­ty­cz­ny­mi.

Bank Inicjatyw Gospodarczych BIG (który następnie zmienił nazwę na BIG Bank Gdański) powstał jeszcze w czasie obrad okrągłego stołu. To wtedy członkowie PZPR-u utworzyli Komitet Powołania BIG, a w kilka dni po przegranych przez lewicę wyborach podpisano akt notarialny, na podstawie którego sam bank się narodził. Była to jedna z pierwszych licencji bankowych w PRL-u. Zastrzeżenia NBP rodziło to, że właścicielami Banku miały zostać osoby prywatne, które jednocześnie pozostawały dyrektorami państwowych firm – instytucjonalnych udziałowców banku, ale ostatecznie szef NBP, Wiesław Baka przymknął oko na oczywisty konflikt interesów i licencję wydał.

Według aktu notarialnego kapitał prywatny stanowił zaledwie 2%, resztę stanowiły środki firm państwowych.

Założycielami BIG-u byli Aleksander Borowicz, doradca premiera Mieczysława Rakowskiego, ówczesny prezes PZU Anatol Adamski, dyrektor generalny Poczty Polskiej Telegraf i Telefon Andrzej Cichy, prezes Warty Janusz Staniszewski, dyrektor Universalu (późniejszy szef Trybuny Bez Ludu) Dariusz Przywieczerski (oskarżony potem o za­ga­r­nie­cie blisko 1,5 mln dolarów na szkodę FOZZ), dyrektor w NBP (późniejszy szef Platformy Obywatelskiej) Andrzej Olechowski (KO „Must”), prezes spółki Interster Stanisław Tołwinski i prezes firmy Transakcja Wiktor Pitus. Wśród inwestorów instytucjonalnych znalazły się: PZU, PPTiT, Universal, Warta, Expolco Holding, Fundacja Rozwoju Żeglarstwa, Fundacja Wspierania Inicjatyw Gospodarczych oraz spółki Interster i Transakcja.

Fundację Rozwoju Żeglarstwa założyli miesiąc wcześniej: Mieczysław Rakowski (ówczesny premier), Bogusław Kott (współzałożyciel firmy ATS, która zajmowała się handlem bronią) i Aleksander Kwaśniewski (szef Komitetu Młodzieży i Kultury Fizycznej). Kwaśniewski został mianowany prezesem tej fundacji.

Fundacja Rozwoju Żeglarstwa założyła następnie spółkę Interster. Interster korzystał z preferencyjnych, wielomiliardowych kredytów przydzielanych przez ... Urząd Kultury Fizycznej i Sportu. Prezesem innej fundacji zakładającej BIG został eks-minister i biznesmen Mieczysław Wilczek. Jednym z pierwszych nabywców akcji BIG był eksminister Jerzy Urban. Członkiem Rady Nadzorczej powstającego BIGu został przyjaciel Kwaśniewskiego, mecenas Krzysztof Czeszejko-Sochacki, szef Kancelarii Sejmu (2001-2006). Był nim do 1991 r. Innym członkiem Rady Nadzorczej BIGu był późniejszy dwukrotny minister finansów prof. Marek Belka (zarej. KO „Belch”) i prezes NBP (2010).
Około 12 % akcji BIGu objęła spółka Transakcja. Jej prezes Wiktor Pitus był nie tylko udziałowcem banku, ale i następnym członkiem Rady Nadzorczej BIGu.

Gwałtowne przyspieszenie rozwoju banku nastąpiło w latach 1989-1990, kiedy BIG zawarł niezwykle ciekawe transakcje. Przykładowo: 20 lutego 1990 roku przejął z FOZZ 160 mld starych złotych, a tydzień później 100 mld z tej sumy BIG przelał do PeKaO S.A.

Sprawą ulokowania przez FOZZ pieniędzy w BIGu zainteresowały się jakiś czas potem: prokuratura, NIK i nadzór bankowy. Raport NIK-u stwierdzał m.in.:

Zdjęcie przez BIG z konta FOZZ kwoty 100 mld złotych było bezpodstawne. Nie wynikało ono z jakiejkolwiek umowy miedzy stronami. Lokata 100 mld złotych na rachunku w PeKaO SA nastąpiła na podstawie polecenia przelewu i zapewniła bankowi BIG SA nieuzasadnione korzyści.

Według NIK, BIG zarobił na tej operacji extra ponad 1,8 mld złotych i sumę tę powinien wraz z odsetkami zwrócić FOZZ. Prokuratura nie podjęła jednak żadnych czynności na podstawie wniosków pokontrolnych NIK.

Mecenas Krzysztof Czeszejko-Sochacki, członek rady nadzorczej BIG-u w tamtym okresie, został później obrońcą głównego oskarżonego w pro­ce­sie FOZZ Grzegorza Zemka (wywiad wojskowy).

Kancelaria prawna Krzysztofa Czeszejko-Sochackiego pośredniczyła przy zawieraniu kontraktu na system informatyczny ZUS (kierowanego wówczas przez Annę Bańkowską z SLD) z Prokomem. Fundacja "Promocja Talentu" Ewy Czeszejko-Sochackiej (prywatnie żony mec. Krzysztofa Czeszejko-Sochackiego i przyjaciółki Jolanty i Aleksandra Kwaśniewskich) była sponsorowana przez Prokom. Minister Bańkowska, dysponująca de­par­ta­men­tem prawnym ZUS, zatrudniła do prac przy kontrakcie z Prokomem kancelarię prawną z zewnątrz (właśnie kancelarie Krzysztofa Czeszejko-Sochackiego).

Państwowe firmy w założenie BIGu włożyły dobrych kilka bilionów starych złotych. Angażowały się w BIG, pomimo że same często były w trudnej sytuacji. Kiedy w 1990 roku PZU inwestowało w akcje banku, miało bilion złotych strat. PZU powierzyło BIG 65 mld złotych jako lokatę, z której odsetki miały być dostępne dopiero po 10 latach.

BIG robił interesy z firmami uchodzącymi za sztandarowe spółki no­men­kla­tu­ro­we. Głośne kiedyś Towarzystwo Ubezpieczeń i Reasekuracji "Polisa" SA (którego udziałowcami byli m.in. Jolanta Kwaśniewska i Maria Oleksy) wydało na akcje BIG do 1994 roku blisko 100 miliardów złotych. Kiedy "Polisa" na początku 1995 roku przeżywała poważne kłopoty finansowe - uratował ją właśnie BIG.

BIG finansował kampanie wyborcze SLD i kampanie wyborcze Aleksandra Kwaśniewskiego. W okresie rządów SLD-PSL BIG przejął większy od siebie prywatyzowany Bank Gdański i stal się jednym z największych prywatnych banków w kraju.

4 października 2001 r. Minister Skarbu Państwa oraz Eureko BV podpisali umowę warunkową sprzedaży przez Skarb Państwa 21% akcji PZU SA na rzecz Eureko BV - działając na podstawie zgody Rady Ministrów z dnia 25 września 2001 r. zezwalającej na zbycie 21% akcji PZU SA. Największa firma ubezpieczeniowa w Polsce - PZU przeszła w ręce konsorcjum złożonego z portugalskiej firmy Eureko i BIG Banku Gdańskiego (teraz się on trochę inaczej nazywa). Nowy inwestor strategiczny PZU (czyli holding Eureko i BIG) w umowie kupna uroczyście zobowiązał się rozwijać PZU. Zaraz po tej transakcji dokonał z konta PZU wypłaty pokaźnej kwoty - 2 mld 71 mln złotych. Kwotę tą przelano na konto funduszu inwestycyjnego Skarbiec Kasa II. Wysokość przelanej kwoty była tak duża, że wymagana była zgoda państwowego urzędu nadzoru ubezpieczeniowego, stanowiła bowiem 75% środków tego funduszu (już po dokonaniu przelewu).

Zaraz potem fundusz inwestycyjny Skarbiec Kasa II ulokował na koncie w BIG Banku Gdańskim jeden miliard złotych. Właśnie w tym okresie BIG Bank Gdański przeżywał poważny kryzys finansowy. Jak na polskie warunki była to kwota znaczna. I, co ciekawe, jej wysokość odpowiadała dokładnie kwocie, jaką BIG wyłożył na zakup 10% udziałów PZU. Była to lekcja poglądowa, jak kupić przedsiębiorstwo za jego własne pieniądze.

W czasie tak zwanego wrogiego przejęcia BIG Banku Gdańskiego przez Deutsche Bank, przebywający w Davos prezydent Aleksander Kwaśniewski wystąpił osobiście w publicznym radio, niezwykle ostro krytykując zmiany w radzie nadzorczej BIG-Banku (usunięto wówczas z tej rady m.in. Marka Belkę). Prezydent w trybie natychmiastowym odesłał z Davos do kraju Marka Belkę – swojego doradcę ekonomicznego. Do dziś nie wyjaśniono, w jakim charakterze odbywał tę nagłą podroż do kraju, czy doradcy bawiącego w Davos prezydenta, czy też zdymisjonowanego w trybie nagłym członka Rady Nadzorczej prywatnego banku.

Rok 1994 – afera sprzętowa. Jej „sercem” jest ówczesne ministerstwo zdrowia i Opieki Społecznej. To w tym ministerstwie powstaje dokument gwarantujący zapłatę ze środków publicznych za sprzęt przekazany przez szwajcarskie firm do polskich szpitali i sanatoriów. Oszuści namawiali dyrektorów placówek do przyjęcia rzekomej darowizny w formie sprzętu, a po jej przyjęci przysyłali faktury domagając się zapłaty, później od horrendalnie wysokich kwot doliczano odsetki. Dług wraz z odsetkami był sprzedawany na rynku wierzytelności, a dobrą cenę zbycia gwarantowało to, że był to dług jednostek budżetowych.

Rok 1995. Kończy się prywatyzacja ce­men­to­wni Ożarów 75% akcji ce­me­n­to­wni kupił Holding Cement Polski powiązany z kapitałem irlandzkim. Przeprowadzona później kontrola NIK wykaże, że oferta Holdingu nie była najlepszą z ofert, a wyjaśnienie jej powodzenia były zeznania powiązanego z ludźmi lewicy lobbysty Marka Dohnala, który przyznał się do przekazania łapówki jednemu z dyrektorów generalnych w Ministerstwie Przekształceń Własnościowych.

Rok 1996. To rok wprowadzenie PPP – Programu Powszechnej Pry­wa­ty­za­cji. 512 przedsiębiorstw państwowych (ok 10% majątku skarbu państwa) zostało przekształcone w spółki akcyjne, a ich akcje przekazane Na­ro­do­wym Funduszom Inwestycyjnym. Funduszami zarządzały spółki, których us­ta­lo­ne wynagrodzenie nie było powiązane z wynikami funduszy. Późniejsza kontrola NIK wykazała, że zarządy funduszów realizowały scenariusz ma­ksy­ma­li­za­cji własnych dochodów ze stratą wartości majątków funduszy.

Rok 1997 – wybucha afera Laboratorium Frakcjonowania Osocza. Wbrew zdaniu kilku departamentów i zdaniu specjalistów Ministerstwo Finansów poręcza kredyt inwestycyjny udzielony przez Konsorcjum Banków na rzecz grupy osób i firm podejmujących się budowy laboratorium. W skład tej grupy weszły osoby kojarzone z lewicą, w tym bliscy znajomi ówczesnego prezydenta Kwaśniewskiego. W kontaktach pomiędzy lobbystami a kan­ce­la­rią miał uczestniczyć prezydencki minister Marek Ungier. W efekcie działalności konsorcjum laboratorium frakcjonowania osocza nie po­wsta­ło, a pieniądze zostały wytransferowane za granicę. Wbrew zaleceniom pokontrolnym NIK, która podważyła ważność gwarancji Skarbu Państwa, ten ostatni zdecydował się na spłatę kredytu wraz z odsetkami wie­rzy­cie­lom.

Rok 1998 to rok afery POLISY, towarzystwa ubezpieczeniowego, które powoli kończyło swoją działalność. Towarzystwo Ubezpieczeń i Re­a­se­ku­ra­cji "Polisa" SA (którego udziałowcami były m.in. Jolanta Kwaśniewska i Ma­ria Oleksy) było ulubieńcem Spółek Skarbu Państwa, które ubezpieczały się w niej i zostawały akcjonariuszami. Kiedy w 1995 roku Towarzystwo popadło w tarapaty finansowe uratowała je Bank BIG Gdański. Był to klasyczny rewanż biznesowotowarzyski, bo to właśnie Polisa zakupiła w ro­ku 1994 akcje BIG Banku za okrągłą sumę 100 milionów złotych. Pomimo braku dochodów z działalności ubezpieczeniowej, Polisa wypłacała wy­so­kie dywidendy akcjonariuszom, a jej sprawozdania finansowe były fał­szo­wa­ne. Tuż przez upadłością Towarzystwa głównym akcjonariuszom udało się jakoś akcje Towarzystwa zbyć. Interesującą rolę odegrał w tej sprawie Państwowy Urząd Nadzoru Ubezpieczeń, który nie podejmował interwencji, pomimo że posiadał informację o nieprawidłowościach.

Afera, którą media nazwały “Trójkątem Buchacza”, rozpoczęła się jeszcze w 1994 roku, kiedy to w czasie rządów Waldemara Pawlaka, Józefa Oleksego I Włodzimierza Cimoszewicza Skarb Państwa utracił kontrolę nad majątkiem wartym, według rożnych szacunków, 500-800 milionów złotych. “Trójkąt Buchacza” przetrwał bezpiecznie rządy opozycji, dotrwał do ponownych rządów lewicy, przeżył je, a resztki majątku są wyprowadzane do dziś.

Według ustaleń kontroli NIK Lesław Podkański (PSL), a następnie Jacek Buchacz (PSL) wnieśli (w latach 1994-1995) do trzech spółek: Polskiego Funduszu Gwarancyjnego (PFG) SA (wcześniejsza nazwa - Agencja Rozwoju Gospodarczego (ARG SA), Międzynarodowej Korporacji Gwarancyjnej (MKG) Sp. z o.o. (wcześniejsza nazwa Polska Korporacja Eksportowa Sp. z o.o.) i Chemii Polskiej Sp. z o.o., majątek o łącznej wartości 545 milionów złotych. Majątek ten stanowiły akcje central handlu zagranicznego (Animex SA, Agros Holding SA, Bank Rozwoju Eksportu SA, Elektrim SA, Universal SA, Unitra SA), których wartość według oszacowania NIK w 1999 roku wyniosła już ponad 800 mln zł. Jak stwierdziła NIK, PFG udzielał firmom eksportującym na Wschód poręczeń bez analizy ich wypłacalności. W efekcie poręczano kredyty firmom w kiepskiej sytuacji finansowej. Skok na “dziecko PSL” dokonał rząd Cimoszewicza i w SLD szybko zrozumiano, że można z “trójkąta” czerpać korzyści przedstawiając niemoc w sprawie powołując się na brak dostępu do spółek ze względu na ich wzajemne powiązania kapitałowe.

W 2002 roku, po powrocie lewicy do władzy minister skarbu Wiesław Kaczmarek porozumiał się z prezesem Chemii Polskiej Ludwikiem Klinkoszem i w wyniku tego porozumienia odzyskano kontrolę nad spółkami. Ludwik Klinkosz miał zostać prezesem Ciechu, a ten miał wchłonąć “Chemię Polską. Wtedy pojawiły się roszczenia z weksli wystawianych rzekomo przez zarządy spółek w czasie ich powstania. Do transakcji nie doszło. Roszczenia z weksli wysuwały podmioty, których wiązało nazwisko Piotra Bykowskiego – poznańskiego biznesmena, doradcę premiera Waldemara Pawlaka, oskarżonego o doprowadzenie do upadku Banku Staropolskiego i uznawanego za “ojca” koncepcji “Trójkąta Buchacza”. Jedną ze spółek zgłaszających roszczenia z weksli był również fundusz pożyczkowy “Korbona”, którego prezesem był sam Waldemar Pawlak.

W grudniu 2007 roku, po przejęciu władzy przez Platformę Obywatelską i po objęciu resortu Sprawiedliwości przez adwokata Zbigniewa Ćwiąkalskiego, od prowadzenia wszczętego w 2004 śledztwa w sprawie podejrzenia sfałszowania weksli, odsunięty został dotychczas prowadzący je prokurator. Zbigniew Ćwiąkalski, przed objęciem stanowiska, był pełnomocnikiem spółek, które dochodzą praw z weksli.

W 2008 roku majątek spółek został wyceniony na 200 milionów złotych, a więc utracił ¾ pierwotnego. I nadal topnieje.

Rok 2002 przyniósł aferę Rywina. W trakcie prac nad ustawą o radiofonii i telewizji pojawił się projekt zapisu uniemożliwiającego jednoczesne posiadanie gazety ogólnopolskiej oraz stacji telewizyjnej. Uderzało to we właścicieli spółki Agora – wydawcy “Gazety Wyborczej”, którzy nosili się z zamiarem nabycia Polsatu lub 2 programu TVP, jeśli doszłoby do prywatyzacji).

W lipcu 2001 drugiego roku doszło do spotkania Lwa Rywina (zarej. TW „Eden”) – producenta filmowego i człowiek kojarzonego z lewicą, z Wandą Rapaczyńską – prezesem Agory. Lech Rywin przyjął od Wandy Ra­pa­czyń­skiej informację o oczekiwaniach względem nowelizacji ustawy. Po kilku dniach Lew Rywin spotkał się z Rapczyńską ponownie i powołując się na zawarte z premierem Leszkiem Millerem ustalenia zadeklarował, że jej oczekiwania względem ustawy zostaną spełnione, jeśli Agora przekaże 17,5 miliona dolarów na konto firmy Rywina Heritage Films, która przekaże je na rzecz SLD, Gazeta Wyborcza przestanie krytykować rząd i premiera, a po przejęciu przez Agorę Polsatu Lew Rywin zostanie zatrudniony w tej stacji. Jak ustaliła później powołana parlamentarna komisja śledcza, Lew Rywin miał pilnować w niej interesów SLD.

22 lipca Lew Rywin spotyka się z redaktorem naczelnym “Gazety Wyborczej” Adamem Michnikiem. Fragment ich rozmowy, nagrany na dy­kta­fon przez Michnika, i opublikowany w “Wyborczej” sześć miesięcy później stanie się powodem afery.

Przez sześć miesięcy o aferze dowiaduje się wiele prominentnych postaci życia politycznego i świata mediów, nikt jednak nie odważa się podjąć tematu. Korzystne dla Agory zapisy ustawy medialnej są tymczasem kierowane do kolejnych etapów legislacji. O aferze, przez opublikowaniem stenogramów rozmowy Michnik-Rywin, wie prezydent Aleksander Kwa­śnie­wski, Jerzy Urban. O sprawie pisze się w kpiarskich rubrykach, ujmując rzecz w formie plotki. 27 grudnia, tuż po wejściu Polski do Unii Euro­pej­skiej, “Gazeta Wyborcza” decyduje się na opublikowanie treści po­sia­da­nych nagrań.

Powołana dla wyjaśnienia sprawy komisja sejmowa nie doszła do je­dno­zna­cz­nych konkluzji, choć ostatecznie przyjęła projekt uchwały w najdalej idącej wersji PiS. Postępowanie sądowe zakończyło się “nie­stwie­r­dze­niem” istnienia “grupy trzymającej władzę”, na którą powoływał się w ro­zmo­wie Lew Rywin.

Obszerne transmisje sejmowe pozwoliły jednak Polakom przyjrzeć się politykom pozbawionym medialnego wsparcia. Zaufanie do SLD I do tworzonego przez niego rządu spadło do nienotowanych od początku lat 90-tych rozmiarów.

W 2003 wybuchła afera szczególna, bo dotyczące związków wysokich urzędników państwowych, w tym policji, ze światem gangów i prze­stę­p­czo­ści zorganizowanej. Afera dotyczyła wycieku tajnych informacji z Mi­ni­ster­stwa Spraw Wewnętrznych i Administracji do osób podejrzewanych o kon­ta­kty przestępcze. Poseł SLD Andrzej Jagiełło poinformował radnych SLD w Starachowicach o mających nastąpić aresztowaniach. Powołał się na wiedzę uzyskaną od wiceministra MSWiA Zbigniewa Sobotki. Aresztowania miały dotyczyć członków zorganizowanej grupy przestępczej i współ­pra­cu­ją­cych z nimi starachowickich radnych. Telefon Jagiełły był na policyjnym podsłuchu i dowód z tego podsłuchu doprowadził do zatrzymania Jagiełły, Henryka Długosza, który pośredniczył w przekazywaniu informacji pomiędzy Sobotką a Jagiełłą. Sam Sobotka miał uzyskać informację od generała policji Antoniego Kowalczyka. Oskarżeni nie przyznali się do winy. Sąd skazał oskarżonych na kilkuletnie (niskie) bezwarunkowe wyroki poz­ba­wie­nia wolności. Niskie wyroki były bulwersujące w kontekście narażenia na utratę życia policjantów działających w gangu pod przykryciem. Ostatecznie Sąd Apelacyjny zmniejszył wyroki Jagielle i Długoszowi (odpowiedni do 1,5 roku I do 1 roku) utrzymując 3,5 letni wyrok Sobotce.

W ostatnim dniu swojego urzędowania wobec tego ostatniego z prawa łaski skorzystał ustępujący prezydent Aleksander Kwaśniewski.

Generał Kowalczyk uniknął kary. W jego sprawie wypowiedział się Sąd Najwyższy po kuriozalnym uzasadnieniu odesłał do ponownego roz­pa­trze­nia. Kielecki sąd ogłaszając wyrok uznał, że Kowalczyk był pierwszym źródłem przecieku w aferze starachowickiej. Nie można go było jednak za to skazać, bo takiego zarzutu, czyli ujawnienia tajemnicy państwowej, rzeszowska prokuratura mu nie postawiła. Według sądu, nie ma prze­sz­kód, by taki zarzut został mu postawiony w przyszłości. W opinii sądu ge­ne­ra­ła nie można skazać za składanie fałszywych zeznań, bo uznał, że sko­rzy­stał on z prawa do obrony.

Aresztowany w 2004 roku lobbysta Marek Dochnal miał zeznać między innymi: Podczas negocjacji z Rosjanami w sprawie sprzedaży Rafinerii Gdańskiej, Jan Kulczyk miał powoływać się na osobiste peł­no­mo­cni­ctwa prezydenta Kwaśniewskiego.

W sprawie mostów energetycznych łączących Rosję i Europę i Orlenu interesy lobbysty i Kulczyka miał reprezentować rosyjski szpieg Władimir Ałganow. Spotkanie Kulczyka, Ałganowa i szefa koncernu Łukoil Wagita Alekpierowa odbyło się przy pomocy Dochnala w Londynie.

W czasie, kiedy firma Dochnala Proxy działała w Petersburgu miał on oso­bi­ście poznać Władimira Putina.

W czasie, kiedy Marek Dochnal był członkiem fundacji Jolanty Kwa­śnie­w­skiej “Porozumienie bez Barier” organizował spotkania z ludźmi, którzy chcieli uzyskać wsparcie państwa w zamian za wpłaty na rzecz tej fundacji.

Lobbysta poinformował, że politycy lewicy posiadają tajne konta w szwa­j­ca­r­skich bankach, a ich interesy prowadzi w Szwajcarii skazany za zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem, wypuszczony czasach PRL-u na Zachód przez komunistyczny wywiad i ułaskawiony przez prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego Peter Vogel.